| Tunezja |
|
Jeżeli można opisać kraj za pomocą kolorów, to Tunezja jest niebiesko – zielona. Niebieska ze względu na niebo i mieniącą się różnymi odcieniami wodę; zielona, bo spora jej część jest porośnięta drzewami oliwnymi oraz ogromnymi żywopłotami opuncji. Niebieskie są drzwi i okiennice w historycznych centrach miast, zielone są oazy palmowe. I chociaż Sahara czy góry Atlas prezentują całą gamę beżów i kolorów ziemi, to definiującymi barwami pozostaną te dwie pierwsze. W trakcie niedługiego urlopu udało mi się poznać różne odsłony Tunezji, której rozmaitość czyni kraj atrakcyjnym dla turystów i podróżników z odmiennymi od siebie oczekiwaniami. Swoje potrzeby zaspokoją tu zarówno rodziny z dziećmi, jak i samotnie podróżujący (kraj jest bardzo bezpieczny, nawet dla kobiet). Miłośnicy plażowania znakomicie odpoczną w nadmorskich miejscowościach, zainteresowani kulturą arabską mogą zwiedzać niezliczone mediny, suki, meczety i madrasy, smakosze zakosztują wiele ciekawych potraw kuchni lokalnej, kinomani docenią pozostałości po dekoracjach do filmu „Gwiezdne Wojny” czy po prostu fakt, że wiele produkcji zostało tu zrealizowanych (ze względu na różnorodność krajobrazu), natomiast globtroterzy rządni przygód będą chłonąć nostalgiczne stepowe krajobrazy, nieuchronnie zapowiadające obecność dzikiej i nieprzyjaznej ludziom Afryki. W niedużej odległości od mediny, znajdują się katakumby z grobami chrześcijan z IV i V w. I chociaż można zwiedzać zaledwie kilkaset metrów podziemnego cmentarza, warto tam się wybrać i porównać stan zachowania tego miejsca z podobnymi, np. w Paryżu czy w Rzymie. Piaszczyste plaże Sousse i lazurowa woda zachęcają do wypoczynku nad brzegiem morza oraz do długich spacerów. Kilka kilometrów od centrum miasta mieści się malowniczy port el Kantaoui. Po niedługiej podróży kolejką podmiejską z Sousse, znajdziemy się w równie malowniczym Monastyrze. Jest to bardzo ważne miejsce dla Tunezyjczyków, ponieważ urodził się tam i został pochowany Habib Bourguiba - pierwszy prezydent niepodległej Tunezji, którego kult jest wciąż bardzo żywotny. Mieści się tam bardzo okazałe mauzoleum, usadowione w sąsiedztwie muzułmańskiego cmentarza. Obowiązkową wycieczką dla tych, którzy są w Tunezji niedługo (do dwóch tygodni), a chcą zobaczyć jak najwięcej jest tzw. wyprawa na Saharę. Nie należę do fanów wycieczek fakultatywnych, ale możliwość zobaczenia niemalże połowy kraju w dwa dni, co jest praktycznie nie do zrealizowania na własną rękę podczas krótkiego pobytu, przeważyła w podjęciu decyzji. Wystarczy skoncentrować się na tym co widzimy (a widoki są niezapomniane) i jednocześnie zignorować fakt, że poruszmy się w towarzystwie innych turystów. Pominę więc opis samego charakteru wycieczki, a skupię się na prezentacji miejsc które można podczas jej trwania zwiedzić. Nazwa "wycieczka na Saharę" nieco zubaża jej zasięg: trasa wynosi około 1500 km., a po drodze zwiedzamy bardzo różnorodne miejsca, zarówno atrakcyjne widokowo, przyrodniczo, architektonicznie, socjologicznie, kulinarnie oraz "przygodowo". Niezwykłym przeżyciem jest wizyta w domach - jaskiniach troglodytów. W okolicach Matmaty żyją skupiska ludności, których życie toczy się pod ziemią, w wydrążonych pieczarach. W Tunezji znajduje się największe słone jezioro na kontynencie: Chott El Jerid. Przez większą część roku jest ono wyschnięte, ale nawet wtedy robi na zwiedzających ogromne wrażenie. W promieniach wschodzącego słońca mieni się kolorami: od srebrzystego, poprzez chłodny błękit aż do ciepłego różu. Punktem granicznym pomiędzy "urodzajną" częścią kraju a bezlitosnymi piaskami pustyni jest miejscowość Douz, zwana "bramą Sahary". Wędrowanie po niej - z pozoru niewielkiej i nie mającej wiele do zaoferowania - sprawia niesamowite wrażenie, gdy uświadomimy sobie że urodzajne plantacje palmowe i drogi w pewnym momencie się kończą, a przed nami rozpościera się przeogromne pustynne morze, zajmujące pokaźną część kontynentu afrykańskiego. Innym przykładem mocy afrykańskiej natury są góry Atlas, ciągnące się od Maroka, przez Algierię, aż do Tunezji. Mienią się różnymi kolorami, od brązów i beżów, poprzez odcienie złota aż do zieleni. Pośród nieprzyjaznych skał znajdują się oazy, jak np. Chebika, które jawią się niczym rajskie źródło. Błękitne jeziorka i intensywnie zielone palmy ożywiają surowe garby złotych gór. U ich stóp zaś, rozciągają się aż po horyzont stepy, na których gdzieniegdzie pasą się stada wielbłądów. (fot 9) Wędrując z powrotem na północ kraju, nie można pominąć zapierającego dech meczetu w Kairouanie - czwartego świętego miasta dla muzułmanów, po Mekce, Medynie i Jeruzalem. Złote mury świątyni są doskonałym zobrazowaniem siły islamu. Tuż pod potężną konstrukcją położony jest przepiękny cmentarz, z białymi nagrobkami skierowanymi w stronę wschodzącego słońca. Koniecznie należy odwiedzić medinę oraz suk - obecny w każdym mieście, a jednak za każdym razem dostarczający odmiennych i niezapomnianych wrażeń. Tunis - stolica kraju - jest jednym z najbardziej niezwykłych miast, jakie miałam okazję zwiedzić. Stoi na pograniczu kultury europejskiej (której wpływy były zawsze bardzo żywotne, w szczególności u wybrzeży Tunezji) oraz arabskiej. Doskonale obrazuje to architektura: z jednej strony mamy średniowieczną medinę, z tradycyjnym bazarem, wieloma meczetami, medresami, kawiarniami, zapachem daktylowych ciastek i wszędobylskimi sprzedawcami. Z drugiej strony, Francuzi pozostawili po sobie bardzo wiele dobrej architektury w stylu Art Déco i Art Nouveau. Zabudowa XIX i XX-wieczna wyraźnie nawiązuje do paryskiej, jak np. hotele, kościół czy teatr na głównej Av. Habib Bourguiba. Sam układ urbanistyczny (reprezentacyjna arteria komunikacyjna, prowadząca od centrum, przechodząca w największy plac, następnie ciągnąca się aż do jeziora) przypomina rozwiązania, jakie zastosował w Paryżu baron Haussmann. Medina w Tunisie jest bardzo ciasno zabudowanym labiryntem niezwykle malowniczych uliczek, mieszczących mieniące się kolorami i zapachami targowiska. Jej punktami orientacyjnymi są świątynie (m.in. imponujący Meczet Oliwny) oraz szkoły, w których zgłębia się tajniki religii. W odległości kilku kilometrów od centrum mieści się jedno z ciekawszych muzeów afrykańskich: Muzeum Bardo. Może poszczycić się największym zbiorem mozaik rzymskich na kontynencie. I chociaż sposób ekspozycji odbiega stopniem zaawansowania od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie, to sama kolekcja robi niesamowite wrażenie. Zbiór uzupełniają rzeźby, detale architektoniczne oraz makiety. Aby odbiór sztuki antycznej był pełniejszy, należy udać się do malowniczej Kartaginy. Historyczne miejsce, zburzone przez Rzymian w 146 r.p.n.e., dziś jest luksusową dzielnicą willową, w której mieści się wiele ambasad. Na szczycie wzgórza, skąd rozpościera się imponujący widok na zatokę (można spróbować sobie wyobrazić jak wyglądały walki o Kartaginę), mieści się katolicka katedra św. Ludwika – kolejny architektoniczny dowód na bytność Francuzów. Pośród drogich domostw i ogrodów porozrzucane są stanowiska archeologiczne – echo dawnej rzymskiej świetności, a więc m.in. teatr, łaźnie oraz wille. Kilka przystanków kolejką miejską dalej, mieści się urokliwa i malownicza „wioska artystów” Sidi Bou Said. Tunezja to nie tylko błękitne morze, piaszczyste plaże, góry, pustynia czy architektura. Tunezja to także smaki. Kuchnia tego kraju jest bardzo atrakcyjna dla amatorów południowej Europy – głównie ze względu na obecność świeżych ryb i owoców morza. Dla mnie jednak najciekawsze są potrawy, które spotkać można tylko w krajach arabskich. Kuchnia tunezyjska słynie przede wszystkim z kuskusu. W połączeniu z cieciorką, warzywami i mięsem (najczęściej cielęciną lub kurczakiem) stanowi główną potrawę. Jednakże jej przygotowanie jest dosyć czasochłonne: nim kasza będzie uznana za gotową, musi przez wiele godzin „przechodzić” mięsno – warzywnym wywarem. Do innych treściwych i ostrych potraw należą zupy, gotowane zwykle na kurczaku. Moją ulubioną jest chorba, przypominająca trochę pomidorową, jednakże o wiele mocniej przyprawioną. Podawana jest z makaronem. Jako że Arabowie uwielbiają biesiadować, muszą mieć do wyboru wiele przystawek. Bardzo popularny jest więc brik, rodzaj smażonego na głębokim tłuszczu naleśnika z cienkiego ciasta, nadziewanego jajkiem, pietruszką, krewetkami lub oliwkami. Przekąskę stanowią także oliwki, marynowane w przeróżnych mieszankach ziołowych; ich smak jest naprawdę niezapomniany. Zwiedzając miasta, nie bójmy się jeść na ulicy. Szczególnie polecam lokalny fast food, czyli chapati. Jest to pieczywo (najczęściej pita) nadziane jajkiem, tuńczykiem, oliwkami, pomidorami, koprem włoskim, serkiem topionym i przyprawione ostrą pastą paprykową – harissą. Do tego zamówmy szklankę świeżo wyciskanego soku z cytrusów i z pewnością zaspokoimy głód. Kraje arabskie słyną z deserów – małych i bardzo słodkich. W Tunezji największą popularnością cieszą się ciasteczka nadziewane pastą daktylową. Niekiedy można kupić je jeszcze ciepłe i ociekające słodyczą na straganach.
Nie jest prostym zadaniem przedstawić wspaniałość kraju, tym bardziej że przemyślenia na ten temat wzbogacają się wciąż w miarę upływu czasu, gdy emocje podróżnicze już opadną. Jak każdy kraj arabski, Tunezja jest pełna kolorów, smaków zapachów, a obcowanie z miejscowymi dostarcza wiele emocji. Warto więc w tej kwestii dokształcić się przed wyjazdem, poznać podstawowe zasady handlowania i potrenować asertywność. Gdy opanujemy te umiejętności, kontakty z Tunezyjczykami staną się bardzo przyjemne. Z pewnością każdy turysta, niezależnie od oczekiwań i rodzaju wypoczynku jaki preferuje, będzie bardzo zadowolony z wizyty w tym wspaniałym kraju.
Alicja Klimczak-Dobrzaniecka Galeria autorstwa Alicji Klimczak-Dobrzanieckiej - kliknij tutaj |